niedziela, 25 września 2016

Nowy rok szkolny

1 września w Kazachstanie rozpoczął się nowy rok szkolny. Uroczystość rozpoczęcia roku szkolnego przez wszystkich jest nazywana "Pierwszym dzwonkiem". Dzieci w Kapchagay pomaszerowały, ubrane w swoje mundurki, do swoich szkół. Nasze dzieciaki również, a razem z nimi także i My :) Powoli mija miesiąc, więc pora na refleksję odnośnie nowo rozpoczętego roku szkolnego i edukacji w Kazachstanie. 

Koniec wakacji obfitował w beztroskie chwile. Po twarzach naszych dzieciaków widać było jednak, że coś się zbliża. Zbliża się i to nie ubłagalnie wielkimi krokami. 1 września rozpoczął się rok szkolny. Dla jednych było to rozpoczęcie kolejnego roku zdobywania wiedzy, nowych umiejętności. Inni po raz pierwszy przekroczyli próg szkoły, tak jeszcze obcej i nieznanej.  



O godzinie 8.30 wyszliśmy z dzieciakami do szkoły. Wszyscy odświętnie ubrani. Oczywiście ja z Basią również. O godz. 9.00 rozpoczął się uroczysty apel otwierający rok szkolny. W Kazachstanie jest obowiązek noszenia mundurków w szkole. Chłopcy noszą garnitury i białe koszule. Zamiast marynarki mogą założyć sweter lub bezrękawnik. Dziewczynki zaś do białych bluzek zakładają granatowe spódniczki lub granatowe sukienki. Do tego białe podkolanówki z ozdobą oraz pantofelki. Na głowach dozwolone są wszelkiego rodzaju upięcia i warkocze ozdobione specjalnymi bańczykami. Przypominają one nam bombki na choinkę. Są duże, zrobione ze śliskich, białych materiałów i delikatne ozdobione świecącymi błyskotkami. Obowiązuje tu cała ceremonia czesania i przygotowywania się do wyjścia do szkoły. Poza tym uczniowie noszą specjalne krawaty z flagą Kazachstanu. Podkreślają swoją narodowość. 



Na początku apelu została wprowadzona flaga Kazachstanu i odśpiewano hymn. Przemówienia Pani Dyrektor i gości przybyłych na uroczystość obfitowały w życzenia sukcesów w nauce i zdobywaniu nowej wiedzy.


Ciekawym elementem uroczystości było przecięcie wstęgi i uroczyste wprowadzenie uczniów klas pierwszych, nagrodzone gromkimi brawami. Następnie miała miejsce część artystyczna: recytacja wierszy i występy muzyczne. Wszechobecne były kolory (błękitny i żółty) oraz flagi Kazachstanu. Czuć było, jak dla wszystkich jest ważna ich ojczyzna. Zabrzmiał również pierwszy dzwonek, obwieszczający wszystkim  rozpoczęcie nowego roku nauki. 

 







Po apelu, nie tak jak w Polskich szkołach, rozpoczęły się lekcje. Dzieci już pierwszego dnia dostały pracę domową. Nasze dzieciaki chodzą do szkoły na dwie zmiany. Młodsze dzieci zaczynają lekcje o 8.00 i kończą o 13.05. Starsze zaczynają swoje zajęcia o 13.30 i kończą nawet o 18.30.

Po powrocie ze szkoły, po chwili odpoczynku trzeba zabierać się za odrabianie prac domowych. Pierwsze zadania pojawiły się po pierwszych zajęciach, a razem z nim też pierwsze trudności i kłopoty. Od momentu rozpoczęcia roku szkolnego podzieliłyśmy się z Basią na dwa domy, w których mieszkają dzieciaki. Pomagam w domu św. Antoniego. Tam problemem okazała się matematyka i zadanie domowe Włada. Jak wytłumaczyć dziecku, to co sama rozumiem, ale po polsku? W mojej głowie zaczęły krążyć pytania: jak to powiedzieć po rosyjsku? Kolejny problem, Wład jest uparty, często się zamyka w sobie, wiele w życiu już przeszedł. Jak to zrobić? Kto może pomóc? Oczywiście, że Pan Bóg. Chwila, zawierzenie tego jemu. I jest pomysł. Udało się, zadanie zrobione. Wzrok chłopca, iskierka radości błyszcząca w jego oczach. DZIĘKUJĘ Ci Jezu, że tu jesteś, jesteś ze mną.

Dzieci rozpoczęły naukę, ja razem z nimi. Ja jednak nie uczę się w tej samej szkole, do której chodzą dzieci, ja uczę się w szkole miłości. Na kolejnych lekcjach zdobywam nowe umiejętności dotyczące moich codziennych obowiązków, uczę się otwartości na to co nowe i nieznane, zdaję egzaminy z cierpliwości i spontaniczności. O wynikach mojej nauki za jakiś czas.

Poziom edukacji w Kazachstanie jest zróżnicowany. Szkoła, do której chodzą dzieci mieści się na obrzeżach Kapchagay i uczęszczają do niej biedniejsze dzieci. Państwowe podręczniki nie są dostosowane do poziomu tej szkoły. Materiał jest zbyt obszerny, wiec przerabiany jest pobieżnie i nie ma czasu na utrwalanie zdobytej wiedzy. Każdego dnia jest coraz bardziej zaawansowany i jeśli w pewnym momencie uczeń czegoś nie zrozumie, jest mu trudno pójść dalej. Pomagam dzieciom w odrabianiu prac domowych z matematyki i języka angielskiego. Przyswajam z nimi nowe słówka i zachęcam do rozmówek po angielsku. Materiał jest obszerny, a na lekcjach jest realizowany pobieżnie. Dzieci oprócz języka i literatury rosyjskiej i języka kazaskiego i jej literatury uczą się też  historii Kazachstanu. Oprócz przedmiotów humanistycznych w planie lekcji dominuje matematyka. W starszych klasach jest podzielona na algebrę i geometrię. Jest też geografia i biologia dla starszych dzieci i przyroda dla młodszych. Są również zajęcia techniczne i plastyka oraz muzyka. Przedmiotem na, którym dzieci uczą się o zasadach dobrego zachowania oraz przydatnych w życiu rzeczy jest "samopoznanie". Oczywiście najbardziej lubiany przez wszystkich jest w-f. Oceny zdobyte w ciągu zajęć są wpisywane do dzienników. Każdy uczeń ma swój dziennik, gdzie zapisuje jakie ma lekcje i co jest zadane na kolejne dni nauki. Na koniec każdego tygodnia opiekun podpisuje ów dziennik, zapewniając, że wie o postępach w nauce swoich dzieci. Ciekawostką jest to, że wszyscy mają takie same cienkie zeszyty do wszystkich przedmiotów. Wyglądają identycznie i mają zielone okładki. Przeważnie do każdego jest kilka zeszytów i jeśli jeden odda się nauczycielowi z pracą domową, to zaczyna się pisać w kolejnym. Gdy tamten zostanie sprawdzony, oddaje się ten, w którym się pisało. 







Obecnie wszyscy uczymy się wielu nowych rzeczy, nie tylko potrzebnych do szkoły, ale też do życia wspólnie i razem. Natomiast nasze dzieciaki już odliczają dni do kolejnych wakacji :)

poniedziałek, 29 sierpnia 2016

Początek

Doleciałyśmy bezpiecznie do Kazachstanu. Rozpoczynamy nasz wolontariat. Już po kilku dniach możemy stwierdzić, że miejsce, w którym jesteśmy jest niezwykłe. Po prostu "Dolina Łaski". Powoli zapoznajemy się ze swoimi obowiązkami, zadomowiamy się w nowym miejscu i poznajemy dzieciaki i Siostry. My poznajemy ich a oni nas. Jest też pierwsza próba sił na ile maluchy mogą sobie wobec nas pozwolić. Dzieciaki są kochane. Od pierwszego momentu szukają kontaktu. Czasem gdy nie wiemy jak coś powiedzieć to język gestów jest bardzo przydatny. Przecież na całym świecie najbardziej znanym językiem jest język miłości, wiec dajemy radę. Zaczynamy rozumieć o czym mówił święty Jan Bosco. Uczymy się nowych treści : "Aby młodzi nie tylko byli kochani, ale żeby oni sami poznali, że są kochani". W ich oczach widać, że czują się tu bezpiecznie. Mają różne historie, często bardzo bolesne. Jednak mimo tego co w życiu przeszły widać ich dziecięcą radość. Ich uśmiechy rozpalają nasze serca.




Na niedzielną Mszę Świętą dzieciaki przyniosły swoje szkolne wyprawki. Każde z nich przydreptało do Kościoła ze swoim plecakiem. One tak samo jak polskie dzieci w czwartek 1 września rozpoczną rok szkolny. Ich tydzień nauki trwa od poniedziałku do soboty. Ksiądz Artur pobłogosławił ich i ich wyprawki, zaznaczając że pełny plecak nie wystarczy, trzeba mieć chęci do nauki i zdobywania nowej wiedzy. My razem z nimi zaczniemy rok szkolny :) Dla nas będzie to też rok zdobywania nowej wiedzy, wiedzy z dawania się drugiemu człowiekowi. Będzie wiele lekcji miłości.




Wieczorem była wycieczka do Ałmaty i zwiedzanie Parku Prezydenta. Park jest piękny. Różnorodność kwiatów i roślin, fontanny robią wrażenie. Panorama Ałmaty nocną porą zachwyca. Miasto liczy ok. 2 mln ludzi. Jest dawną stolicą Kazachstanu.


piątek, 26 sierpnia 2016

Nieoczekiwanie...

Przez ostatni rok wiele rzeczy działo się nieoczekiwanie. Nieoczekiwanie powiedziałam rodzinie, że chcę wyjechać na roczny wolontariat misyjny. Nieoczekiwanie nie robili mi większych przeszkód, a nawet wspierali mnie w tej drodze. Nieoczekiwanie w lutym tego roku dowiedziałam się, że wyjadę do Kazachstanu. Nieoczekiwanie przyszedł też dzień wyjazdu.

Właśnie siedzimy z Basią na lotnisku w Amsterdamie. O 14.55 ruszamy w podróż do Ałmaty. Już teraz wiem, że nic nie dzieje się przez przypadek. Jestem w odpowiednim miejscu i w odpowiednim czasie. A Pan Bóg czuwa i się troszczy. W końcu to on nas tu przyprowadził. Prowadzi po drodze, którą dawno temu zaplanował.

Krótka historia dzisiejszego poranka. Historia spotkania na lotnisku. Mówi się, że koniec języka za przewodnika, więc po przylocie do Amsterdamu, zapytałam pierwszą spotkaną osobę mówiącą po polsku czy mogła by nas pokierować w stronę odpraw międzynarodowych. Po krótkiej rozmowie, wiedziałyśmy, że ta Pani też leci do Ałmaty i tam mieszka. Powiedziałyśmy, że będziemy pracować w Kapchagay na wolontariacie misyjnym. Ona zaś zaprosiła nas na polski obiad, gdy zatęsknimy za ojczyzną :) Pan Bóg czuwa!